Gdzie właściwie zaczyna się AAC?
Czy od pierwszego symbolu? Od książki komunikacyjnej? Od komunikatora? Od nauczenia się pierwszego słowa?
Dla mnie zaczęło się ono od obecności, wspólnego czasu i uważności. Dorośli byli ze mną, widzieli mnie i chcieli dostrzec więcej, usłyszeć mnie pomimo braku słów.
Możesz mieć dla mnie najlepszą książkę komunikacyjną, najbardziej wypasione urządzenie i tysiące dostępnych słów, ale jeśli nie masz dla mnie czasu, trudno będzie nam się dogadać.
Zanim wprowadziliśmy symbole, gesty i strategie, musieliśmy mieć o czym ze sobą rozmawiać i musieliśmy oboje chcieć tej rozmowy. Chcę mieć pewność, że warto się z tobą czymś podzielić, że mnie zauważasz, że jesteś po mojej stronie.
Kiedy będzie mi trudno – pomożesz mi.
Kiedy będę potrzebowała czasu – poczekasz na moją odpowiedź.
Kiedy zażartuję – będziesz się ze mną śmiać.
Kiedy coś mnie zdenerwuje – spróbujesz zrozumieć dlaczego.
AAC nie zaczyna się od pierwszego symbolu. Zaczyna się od kilku wspólnych chwil. Od budowania relacji.Od bycia razem.
A gdyby tak znaleźć codziennie 15 minut na bycie razem?
Nie musisz niczego przygotowywać.
Nie musisz „ćwiczyć ze mną AAC”.
Nie musisz „pracować nad komunikacją”.
Nie musisz zadawać mi dziesięciu pytań.
Po prostu ze mną bądź.
Usiądź obok. Zauważ mnie. Pobaw się ze mną. Pośmiejmy się. Popatrzmy razem przez okno. Posłuchajmy muzyki. Zróbmy coś, co oboje lubimy. I zobaczmy, co się wydarzy.
Bo być może właśnie tu zaczynie się komunikacja – nawet jeśli nie wypowiem ani jednego słowa 🙂



